<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Przyjaciel Feuchtwanger">
<author_1="Tomasz Mann">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="10">
<date="1954-10-10">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Feuchtwanger był w tym czasie u szczytu sławy. Miał już za sobą powieść „Żyd Sass" i "Straszna księżna", w których ujawnił się takim, jakim po dziś dzień pozostał: solidnym i zajmującym narratorem. Proza jego była pełna powagi, a jednocześnie tego,co Anglicy nazywają „readable", to znaczy przystępności, dużego napięcia akcji i lekkości — przy całej sumienności opisu historycznego podłoża. Tak dziwnie się złożyło, że prawie nie znałem go osobiście w Monachium, którego był synem, a gdzie ja spędziłem 40 lat życia. Widywaliśmy się czasem przelotnie, ale nie było między nami przyjacielskiej więzi. Nawiązała się ona dopiero w Sanary s/mer, dokąd przybyłem w roku 1933, po dłuższym pobycie w Lugano. Wokół Rene Schickele zgromadził się tam krąg uchodźców z Niemiec: byli tu Juliusz Meier-Graefe, był mój brat Henryk. Spotykało się także Aldousa Huxleya. W czasie spotkań z Pawłem Valery wyszło na jaw całkowite niezrozumienie przez zachodnich estetów wszystkiego tego, co nas wygnało z Niemiec. Valery uważał za czarujące, że naziści żywią taką pogardę dla ducha. Na małych przyjęciach w ogrodzie zbierała się kolonia literacka, aby odczytywać w ciasnym gronie rzeczy świeżo powstałe. Do Stanów Zjednoczonych przybyliśmy wcześniej, niż Feuchtwanger. Okazało się, że tylko z najwyższym trudem udało mu się uciec z Europy. Bardzo lękaliśmy się o niego i przez jakiś czas wierzyliśmy pogłosce, że nie żyje. Podobnie, jak inni, zatrzymał się we Francji aż do wybuchu wojny, przyczyny tylu niebezpieczeństw i ciężkich przejść dla niemieckich emigrantów. Razem z moim synem Golo, który przyjechał aby walczyć za sprawę aliantów, został Lion wtrącony do obozu koncentracyjnego.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
